Kategorie

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po prostu My. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Po prostu My. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 marca 2016

Psi opiekun

Zastanawialiście się czy warto mieć czworonoga w domu gdy rodzina ma się powiększyć? 
Ja nie. Bez wahania mogę w pełni świadomie powiedzieć że maluch powinien wychowywać się z zwierzakiem. Pamiętam jak sama byłam mała i marzyłam o psie dostałam go w końcu w wieku 7 lat i była wielka radość miłość itp. Ale to nie to samo co posiadać psa zaraz od urodzenia. Może w ciąży nachodziła mnie nie pewność czy to dobry plan mieć czteroletniego psa z pewnymi już nawykami i urodzić dziecko. Jednak teraz wiem że decyzja podjęta kilka lat przed poczęciem była jedną z lepszych. 
Dlaczego?
Bo pies i człowiek naprawdę mogą być najlepszymi przyjaciółmi.
Gdy tylko zamieszkałam z moim przyszłym mężem postanowiliśmy kupić psa. Wybrałam rasę uroczą i delikatną, kochającą dzieci. Nikt tylko nie uprzedzał że spaniele mają nierówno pod sufitem, mimo to kochamy naszą psinkę.
Jednak gdzieś w połowie ciąży słyszałam że powinnam ją komuś oddać bo przy małym dziecku to nie powinno się mieć psa.  Tylko jak tu oddać przywiązaną do człowieka 4 letnią suczkę. Naciski i tak były, że alergia, sierść itp. Jednak uparłam się i pies został. Fakt bałam się trochę że zaatakuje małego z zazdrości ale nic takiego się nie stało. Od samego początku pokochała go na swój sposób. Spała mu pod kołyską, kładła się na podłodze obok maty, reagowała na każdy pisk. 
Całe szczęście alergii synek na nią nie ma, a teraz może ona do końca szczęśliwa nie jest. Jednak mój synek kocha ją i nie wyobrażam sobie by jej nie było. Oli pierwsze słowo jakie wypowiedział było bagum pies wabi się Babi, a to jego sposób wymawiania tego imienia. I może bagum psoci jest nieznośna, ale często w ciągu dnia dzięki niej mam chwilę dla siebie bo zamykają się razem w pokoju i bawią. Oli uczy się kochać inne stworzenia, opiekuje się nią, daje jej jeść i może ma niecałe dwa lata jednak teraz już wiem że zostawienie Babi było bardzo dobrą decyzją. 
Więc czy warto mieć psa i wychowywać dziecko razem z pupilem?
Tak.
Może nie porwałabym się na kupienie psa zaraz po narodzinach dziecka po prostu nie dałabym rady z dwoma maluchami sikającymi pod siebie. Jednak jeśli pies jest z rasy opiekuńczej, od początku ma kontakt z dziećmi, a przy narodzinach nowego członka rodziny zachowa się pewną rezerwę. Wtedy dziecko i pies wytworzą nierozerwalną więź, a rodzic może czasem odpocząć.


Obserwujcie bloga i czekajcie zbliża się test rowerka biegowego! Zapraszam.

czwartek, 25 lutego 2016

Pożegnanie ze smoczkiem

Nastały u nas ciężkie dni. Wczoraj zabrałam synkowi pana "d" no i mam...
Gdy jeszcze byłam w ciąży pogłębiałam informacje na temat dzieci ich wychowania i między innymi odebrania smoczka. Ileż to się naczytałam w tym temacie. Mamy wpadały na przeróżne pomysły. Mi najbardziej odpowiadało podarowanie smoczka młodszemu rodzeństwu, rezygnacja dziecka lub też wysłanie w niebo balonikiem z helem. Koniec końców opcja młodszego rodzeństwa w grę nie wchodziła bo nie posiada. Własna rezygnacja hym może i by się udało gdyby nie to że w pewnym momencie Oli na lekki grymas dostawał smoka efekt chłopak się od niego uzależnił. Zostało wysłanie balonikiem. Uważałam że każdy inny sposób jest po prostu wredny lub niebezpieczny. Jak się naczytałam o podcinaniu smoczka, wkładaniu w kwasek cytrynowy,ocet itp. pomysły aż mnie ciarki przeszły. Nikogo nie neguję każdy robi jak uważa ja jednak chciałam być kochaną mama która dzień pożegnania wybierze z dzieckiem zrobi to uroczo by nie było to koszmarem a czymś pięknym efekt? A no taki że nic z tego nie wyszło. Postanowiłam że gdy zrobi się ciepło pójdziemy po balonik i papa smoczku. Niestety zmęczona ciągłym zrzędzeniem rodziny że Oli ma dalej smoczka, że krzywię mu zęby i różne tego typu uwagi wykańczały mnie psychicznie. Co jest też ciekawe w pewnej książce czytałam że francuskie dzieci nawet do 4 lat chodzą ze smoczkiem i co im zęby się nie krzywią?. Ale to już zostawiam waszym przemyśleniom. Wykończona uwagami, stresem związanym z naciskami niektórych osób zabrałam pana "d" w najmniej humanitarny sposób jaki się dało. O jaka zła jestem na siebie jednak jeśli powiedziało się "a" trzeba powiedzieć "b".
I tak Oli wczoraj stracił smoczka po którymś jego wybuchu złości i trzecim z rzędu rzuceniu we mnie dydkiem powiedziałam dość. Mimo wcześniejszych uwag uważał że to najlepszy sposób na sprzeciwienie się mojej decyzji. Wzięłam wiec smoczek powiedziałam papa i wyrzuciłam (ogólnie mam schowany na pamiątkę lecz syn o tym nie wie). Jaki mamy tego efekt? 
Smoka oddać nie mogę bo już powiedziałam że wyrzuciłam. Wieczorem było ciężko z położeniem w końcu jednak zasnął. Za to wstał o 6 z płaczem że chce dydka serce mi pęka gdy biedny tak płacze ale wiem że ulegając on postawi na swoim i dopiero będzie. I tak od rana z częstotliwością co godzina syn pyta gdzie dydek zaczyna płakać uspokaja się bawi i znów. Teraz nawet spał i po godzinie wstał... normalnie wstaje po trzech. 
Wyrzuty sumienia mam niebotyczne, mąż z rana do pracy uciekł bo wytrzymać nie mógł, a ja biedna muszę być silna za nas dwoje. 
I teraz wiem że decyzja podjęta we wczorajszej złości była najgorszą. Przynajmniej rodzina będzie zadowolona że dyd znikł. 
Ale czy warte to było łez?  Na pewno nie.

piątek, 12 lutego 2016

Chorobowo.

O zgrozo! W końcu i nas dopadło przeziębienie,a może trzy dniówka.
 Jedno na pewno wiem nie mogę patrzeć na mojego synka gdy jest chory. Wczorajsze 38.8 wprawiło mnie w panikę po chwili namysłu dałam lek na zbicie temperatury i stan się poprawił. 
Jednak synek pół dnia przeleżał tak tak przeleżał!
Jakie to dziwne zjawisko dla mnie było. Pierwszy raz w życiu mój synuś leżał więcej niż było to konieczne (sen) miewaliśmy zapalenia gardła, płuc i oskrzeli, a mimo to Oli biegał i się bawił. Jaki smutny widok mnie wczoraj dopadł. Wszystko bym zrobiła dla małego. Pozwoliłam mu chodzić ze smoczkiem, przykrywałam, przynosiłam wodę tuliłam gdy zapłakał spełniałam każdą zachciankę i wtedy nagle mnie olśniło. Co ja robię? Przecież on to potem wykorzysta mały spryciarz! Przypomniałam sobie tekst, który gdzieś przeczytałam będąc w ciąży. Było w nim że matka traci rozum i rozsądne myślenie podczas choroby dziecka. Ma poczucie że jeśli mu nie pomoże, nie spełni zachcianki to dziecko bardziej się pochoruje. I tak też było ze mną jak mucha do lepu leciałam na każde piśnięcie. No i mam! Dziś już jest lepiej temperatura zbita, Oli chętny do zabawy ale sprytnie wykorzystuje warunki wczorajszego dnia. Smoczka oddać nie chce, najchętniej byłby noszony na rękach, chce żeby mu śpiewać tulić ach. Czemu się w porę nie opamiętałam?
Drogie mamy pamiętajcie choroba dziecka to nie powód by na wszystko pozwalać, a czym dziecko starsze tym sprytniejsze. Potem wszystko odwróci się przeciwko wam. Więc zanim włączycie bajki, podacie jedzenie do łóżka, rozpieścicie i będziecie na każde zawołanie przemyślcie to dwa razy!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Basen

Drogie mamy zastanawiałyście się może czy zapisać swoje dziecko na basen? 
Bo ja miałam takie przemyślenia i wiecie co skoczyłam na głęboką wodę i zapisałam mojego synka.
Było to w październiku wiem wiem mamy luty, a ja tu o październiku. Jednak temat pojawia się dopiero teraz ponieważ jestem pewna że było WARTO!
Moim zdaniem zajęcia na basenie dla dzieci mają same plusy! Nie licząc jednego minusa kosztów
 ale w przeliczeniu czy to naprawdę tak dużo?
Mój synek w wakacje na widok każdego zbiornika wodnego nie ważne czy basenu,jeziora,rzeki wpadał w histerię. Nie dawał się postawić w wodzie co było dla nas szokiem ponieważ uwielbiał kąpiele w wannie. I wtedy mnie olśniło może spróbować i zapisać go na zajęcia, może inne dzieci sprawią że nie będzie się bał. I tak zapisałam go na zajęcia koszt spory bo 300zł ale w sumie jest to 10 zajęć wychodzi 30 zł za jedne zajęcia mamy w tym 30 min zajęć z instruktorem, 30 min zabawy
 w brodziku/basenie i nieograniczony czas na ubranie się, wysuszenie itp. 
Nasze pierwsze zajęcia były troszkę hym komiczne. Synek po dłuższych namowach zgodził się zostawić smoczek w szafce jednak jego ukochana przytulanka musiała iść z nami. I tak wraz
 z synkiem uczył się też pływać miś:) Jednak nie było żadnego płaczu! Posiadanie własnych klapek kąpielówek (oraz miś który z nami chodzi wszędzie) dodały synkowi odwagi i całe zajęcia bez marudzenia dzielnie spędził. 
Na następnych zajęciach miś został na brzegu, a synek sam chciał wejść do brodzika. Na którego widok jeszcze niedawno płakał i kazał się brać na ręce. 
Kolejne zajęcia miś w szafce. Jaka byłam dumna z mojego synka.
I tak mijały nam zajęcia. W końcu karnet się skończył i mimo iż w planach miałam odbyć tylko
 te 10 zajęć i skończyć to na zajęcia chodzimy dalej.
W każdy czwartek gdy tylko zaczynam się szykować do wyjścia synek biega po mieszkaniu 
i krzyczy: trzy trzy! Tak zapamiętał basen (na trzy polewamy główki wodą)
Gdy tylko wchodzimy do budynku uśmiech nie schodzi mu z buzi, leci do brodzika wygłupia się siada, skacze kładzie nic się nie boi i kto by pomyślał że w pół roku tak to się wszystko odmieni!
Teraz już sam nurkuje, czasem popłynie pod wodą, potrafi wyjść na brzeg basenu oraz wskoczyć do wody. 
I wiem jedno osoby które mówiły mi po co te zajęcia, wykup zwykły karnet przekona się do wody  
  i inne tego typu rady myliły się. W życiu nie osiągnęłabym sama u mojego syna takich umiejętności, a no i sama też na tym troszkę skorzystałam ;)
Więc jakie zalety ma basen?
  • Dodaje odwagi w stosunku do wody
  • Dodaje pewności siebie
  • Dzieci uczą się liczyć, rozróżniać kolory, zwierzątka
  • Maluch nie wpada w panikę gdy przypadkiem się zanurzy
  • Rozładowanie energii
  • I co w przypadku mojego syna jest super zwiększa odporność! 
Więc drogie mamy jeśli zastanawiacie się nad zapisaniem waszego malucha na basen to ja wam powiem nie traćcie czasu zapiszcie go i zobaczcie ile to daje frajdy:) 

piątek, 8 stycznia 2016

Wielki powrót!

Witam!
Wpis ten całkowicie będzie bo tak:) Chciałam przeprosić za moją nieobecność ostatnimi czasy. Od ostatniego wpisu mineło prawie trzy miesiące moja wina przyznaję się. Spowodowane było to faktem iż Mój Kochany Mąż sprezentował mi nową maszynę do szycia i odkryłam wielką miłość szycie. Tak więc ostatnie trzy miesiące spędziłam przeszukując strony z tkaninami, tutkami, a wieczorami siedząc i szyjąc przez co dla was nie miałam czasu mam nadzieję że mi to wybaczycie. I teraz tak sobie myślę jestem początkującą szwaczką uczę się na własnych błędach, ale chciałabym czasem podzielić się z wami moimi uszytkami łącząc w ten sposób moją nową miłość szycie z dotychczasową formą bloga:) Co wy na to?

wtorek, 22 września 2015

Wreszcie Mama

Nastały te piękne dni kiedy Mój synuś zaczął mówić do mnie "mama" wszyscy się śmieją że będę mieć tego dość za kilka dni na razie minęły cztery, a ja dalej wsłuchuję się w mojego synka gdy tylko woła mama. Bo przecież ile można słuchać Bagum (Babi nasz pies i pierwsze słowo Olivierka)potem Tata, dziadzia, baba nawet ciocia było a Mama gdzie. Wreszcie mnie uszczęśliwił tym jednym pięknym słowem. A tak w ogóle słyszeliście taki przesąd: gdy dziecko długo nie mówi Mama to drugie na pewno będzie dziewczynką? W sumie to bym się cieszyła z takiego obrotu sprawy:) 
Co sądzicie?

piątek, 18 września 2015

Zawsze coś

 Tworząc bloga miałam wizje dodawania moich ocen o różnych przedmiotach opisywania naszych dni i gotowania. Jednak jak tu połączyć jedno z drugim gdy zawsze coś? 
Oli w tym tygodniu postanowił że nie może być nudno, a siedzenie w poczekalni to największa rozrywka i tak o to nasze dni były pełne ciekawych przemyśleń ludzi oraz zganiania winy na lekarza.
Otóż Mój kochany smyk postanowił pobiegać z klockiem duplo w ręce człowiek sobie myśli no w końcu zabawka na jego wiek cóż może się stać. Owszem może! Oli biegł do mnie z klockiem chcąc mi coś opowiedzieć nagle bach potkną się i płacze. W pierwszej chwili powiedziałam jak zawsze z uśmiechem no co ty podnoś się otrzep rączki i chodzi. Jednak Oli nie planował wstać podniósł tylko zapłakaną buźkę, a moim oczom ukazała się krew lecąca z prawej powieki. Jestem raczej osobą nie panikującą dość dużo widziałam na praktykach w szkole czy w przedszkolu ze względu na wykształcenie potrafię też udzielić pierwszej pomocy i wiem co należy zrobić w przeróżnych sytuacjach. Ale tu zrzedła mi mina. Synek płakał nie krzyczał raczej łkał co nigdy mu się nie zdarzyło. Przyłożyłam mu zimny okład krew przestała lecieć pomyślałam jest dobrze nic się nie stało jednak smyk się tak we mnie wtulał musiało go bardzo boleć. Ku mojemu przerażeniu okazało się że w powiece jest mała dziurka a przy linii rzęs otarcie tak jakby nie zdążył zamknąć oczka. No i spanikowałam. Poleciałam do lekarza tam odsiedziałam godzinną kolejkę bo nikogo nie obchodziło że maluszek cierpi, a że ma skończony rok no to z jakiej okazji go przepuszczać. Jakie było moje zdziwienie gdy lekarka (za którą osobiście nie przepadam, naszej niestety już nie było) spojrzała na oko z daleka i od razu wypisała skierowanie do szpitala. Oznajmiając że muszę pojechać na drugi koniec miasta bo ten szpital obok nie ma okulistycznej izby przyjęć co mnie lekko zdziwiło. Spakowaliśmy z Olim jedzenie pojechaliśmy po tatę żeby mieć towarzystwo i stawiliśmy się o 17.30 na drugim końcu miasta. Co się okazało? Ten szpital też nie posiada izby przyjęć okulistycznej wysłano nas na oddział, a że przed nami była pani z niewychowaną rozpieszczoną 12 latką spędziliśmy w poczekalni 3 godziny. W między czasie owa dziewczynka zdążył zwrócić mi uwagę że nie powinno pić się na stojąco (uwaga dotyczyła Oliego oczywiście) podstawić mu nogę gdy szedł sobie korytarzem, a jej urocza mamusia koczowała pod gabinetem byle tylko lekarka nie poprosiła nas pierwszych. Ludzie naprawdę musicie tacy być? Co się okazało Oli lekko zadrapał powiekę wszystko ładnie się goi nie trzeba szyć. Dowiedziałam się też że lekarz wysłał nas do szpitala z czystego lenistwa bo to co stwierdziła okulistka mogła i lekarka. Jak miło że zawsze można liczyć na służbę zdrowia! W domu byliśmy o 21 Synek padł, a chwilę potem i ja. Następnego dnia oko wyglądało trochę lepiej, ale co się okazało? Mały wpakował coś do buzi dzień wcześniej i ma pełno pleśniawek no i znów przychodnia, kolejka tym razem nasz lekarz więc wszystko sprawnie i do domku. Wczoraj szczepienie więc też sobie poczekaliśmy. Ten tydzień oficjalnie mogę nazwać tygodniem z poczekalnią w roli głównej.

poniedziałek, 14 września 2015

Zapowiedź

Tęskniliście?
Nasze początki, a ja już takie zaniedbania. Przepraszamy ale pewien pan ma gila do pasa i nie było kiedy pisać. Gotowi na pierwszy test? Będziemy sprawdzać kubek niekapek ze słomką firmy Tommee Tippee. Szukajcie opinii w kategorii "Testujemy"

poniedziałek, 7 września 2015

Obcy

Od czasu gdy Mój kochany synek zaczął chodzić non stop na spacerze zostaje zaczepiany przez obcych ludzi i zastanawiam się co zwami?
 To jest małe dziecko zostawcie go!
Zacznę jednak od początku. Gdy tylko synek odkrył że jest odrębną jednostką i można poruszać się na własnych nogach, a nie tylko w wózku czy na rękach postanowił poznawać świat. Wygląda to tak jak u każdego malucha biega, ucieka, wygłupia się w parku, na placu zabaw czy to przed blokiem. I w tym samym czasie odnaleźli się też "geniusze" którzy wyciągają do niego rękę i proponują wspólny spacer. Od tej pory zastanawiam się czy ludzie mają dobrze w głowach... 
Synek zawsze uciekał od takich ludzi z czego byłam wielce dumna i z podniesioną głową oraz ironicznym uśmiechem odchodziłam od takich osób, do czasu. 
Pewnego dnia znalazła się starsza pani która podała mu rękę niestety synek mimo iż był pilnowany przez pewnego członka rodziny podał rączkę obcej pani z przyzwoleniem. Gdy tylko to zobaczyłam wściekłam się. I nie wiem na kogo bardziej na opiekuna czy na tą starą kobietę zaczepiającą obce dzieci... Oczywiście opiekun usłyszał parę słów na temat odpowiedzialności oraz zaufania do obcych. Synkowi tłumaczyłam że nie można tak, ale co ten mały człowiek zrozumie. Od tej pory pilnuję go jak oka w głowie i nie pozwalam mu na jakiekolwiek oddalenie się gdy są w pobliżu obcy. Po tamtej sytuacji synek uważa że można każdemu podać rączkę kto tylko ładnie się uśmiechnie.
 I dziś znów miałam taką sytuację, jednak wyglądało to tak. Oli szedł grzecznie koło mnie i bawił się swoim telefonem gdy nagle pewna pani zatrzymała się wyciągnęła rękę i powiedziała "Chodź" nie minęła sekunda i wybuchłam. Powiedziałam pani że nie zaczepia się dzieci, zapytałam czemu uczy dziecko zaufania do obcych i w ogóle co to za nowa moda. Oczywiście kobieta się oburzyła i z pretensjami że ktokolwiek zwraca jej uwagę odeszła. Od tej pory postanowiłam że będę zwracać uwagę każdej osobie która wyciągnie rękę do mojego syna. Trudno że pewnie usłyszę niemiłe słowa. Trudno! 
Pewnie nie raz w odpowiedzi usłyszę opinie na mój temat oraz mojej niewyparzonej buzi. Ale uważam że bezpieczeństwo mojego dziecka jest najważniejsze. Ludzie nie rozumieją toku myślenia maluszków, tego że nie każdy obcy jest dobry ( o ile w ogól ktoś obcy może być dobry) Starsze osoby uważają całą tą sytuację za zabawną ciekawe czy zabawne jest dla nich też to ile dzieci zostaje porwanych, zabranych z placów zabaw i ile z nich tak naprawdę samo odchodzi z obcym bez żadnych zahamowań, strachu, krzyku. Drogie mamy apeluje zwracajcie uwagę tym osobą, mówcie co wam na sercu leży i nie przejmujcie się komentarzami tych osób. W końcu chodzi o bezpieczeństwo naszych pociech.