niedziela, 6 maja 2018

Rowerek biegowy chillafish Bunzi 2w1

  Choć od ponad roku już z niego nie korzystamy to wreszcie pojawia się obiecana ocena rowerka biegowego chillafish.

Oli 2 Latka

  Rowerek jest stworzony dla dzieci w wieku od 1-3 lat. Tak naprawdę Oli zaczął korzystać z niego jak skończył 18 miesięcy i opanował sztukę chodzenia do perfekcji. Rowerek jest bardzo leciutki co jest wielką zaletą. Oli jest w stanie sam przenieść go przez krawężnik, próg itp. Rowerek jest niski mimo to z początku musieliśmy pomagać małemu na niego wejść.
  Rowerek ma możliwość ustawienia dwóch rozstawów kół.
3 koła i 2 koła.
3 koła idealne do początków nauki.
  Na samym początku Oli poprostu sobie na nim siadał i kazał się pchać z czasem sam zaczął kombinować aż w końcu załapał ruszanie. Mimo to nogi kurczowo łapały się ziemi. Z czasem zaczął podnosić nogi w górę i szaleć. (Tu należy uważać na spacerach gdyż jadąc z górki dziecko może się rozpędzić, a nie wie jeszcze jak hamować)
Przy ustawieniu 3 kółek siedzisko jest minimalnie niżej niż przy 2 kółkach co też jest zaletą dziecko jest w stanie postawić całą stopę na ziemi co zapewnia mu stabilność i bezpieczeństwo.
  Zmiana z 3 na 2 jest banalna wystarczy odkręcić śrubkę i przekręcić nogi i o to powstaje nam rowerek biegowy na 2 kółkach. Siodełko lekko się podnosi dzięki czemu nogi układają się wyżej i dziecku w wieku 2 lat jest łatwiej się odpychać. Namówienie Olcia na 2 kółka troszkę mi zajęło jednak teraz nie wyobraża sobie jazdy na 3 kółkach.
  W siodełku mamy mały schowek na jakąś zabaweczkę, ciasteczko. Oli miał problem z otwieraniem go jednak z czasem odgiął część zapinającą i problem znikł.
Kółka nie są gumowe ani plastikowe jest to tworzywo takie jak w wózkach spacerowych. Łatwo można je wyczyścić ściereczką nie niszczą się mimo ekstremalnego użytkowania.
Kierownica jest plastikowa jak i całość rowerka, nie nagrzewa się ani nie ślizga łatwa w utrzymaniu czystości i wygodna dla dziecka podczas jazdy.
Rowerek posiada w siodełku uchwyt dla rodzica dzięki czemu noszenie go gdy dziecko się znudzi jazdą nie jest uciążliwe.
  Ogólnie rowerek jest przeznaczony do 3 lat jednak rodzeństwo cioteczne w wieku 6-7 lat też na nim jeździło niestety ze względu na wagę coś uszkodziło w kółkach.
  I tu przechodzimy do wad.
Rowerek jest do 20 kg. W przypadku przeciążenia plastik może nadpęknąć, mieliśmy też problem z kółkami które zaczęły się blokować.
Jednak mąż pogrzebał i już da się jeździć jest to jednak przestrogą dla innych by uważać na obciążenie.
Mimo wytrzymałości jaką ma rowerek coś nam pękło w środku i lata. Nie wpływa to na jazdę jednak grzechocze co może być lekko irytujące.
Plastiki przy siedzeniu troszkę nam popękały mimo to oprócz wyglądu rowerek nie stracił na funkcjonalności.
Siedzisko ma ozdobne wytłoczenia, które ciężko jest doczyścić z ewentualnych lepkich zawartości.
Gdy rowerek skończył 3 lata użytkowania pękła nam kierownica, najprawdopodobniej z winy synka który dość mocno nią szarpał podczas zabawy. Wystarczało skleić taśmą i teraz użytkuje go siostra cioteczna Olcia.
Oli za miesiąc skończy 3 lata
  Czy polecamy rowerek TAK!
Jest naprawdę fajny i mimo mankamentów które nam się przydarzyły jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Jest to w sumie ulubiona zabawka Olcia. Jeździ nim po domu jak i po dworze.

  Nasza ocena to 4+ ze względu na pękające plastiki i zacięcie kółek.
Jeśli dalej się zastanawiacie czy kupić dziecku ten rowerek biegowy to powiemy wam tak:
  • Umiejętność utrzymania równowagi
  • Aktywnie spędzany czas
  • Pokonywanie przeszkód.
To rzeczy których Oli nauczył się od początku swojej przygody z rowerkiem.
Naprawdę polecamy gdy dziecko opanuje umiejętność chodzenia.
Teraz przesiadamy się na większy biegowy rower SCOOT XXL zobaczymy co to będzie :)

wtorek, 26 kwietnia 2016

Pokrowiec na przewijak

  Ach te przewijaki. Kolorowa ozdobna cerata zamontowana do deski i pianki, niby zwykła rzecz, a jak potrafi ułatwić życie.
  Gdy byłam w ciąży naszukałam się idealnego przewijaka, ładnego z delikatnym obrazkiem pasującego do pokoju synka. I czasem mam wrażenie że dłużej go szukałam niż cieszyłam się jego nieskazitelnym wyglądem. Gdy Oli miał jakieś 5 miesięcy zrobiłam w nim pierwszą dziurę a potem każda następna robiła się sama. I tak w chwili obecnej przewijak Oliego wygląda tak


Dziurę zobaczycie potem;)
I co dalej nie wyrzucę przewijaka bo bez niego jak bez ręki przy ruchomym maluchu, na nowy szkoda pieniędzy i wtedy mnie oświeciło. Uszyje pokrowiec na przewijak przyda się też przy kolejnym dziecku kiedyś w przyszłości.

 I tak powstał pokrowiec i ten tutek.







Potrzebujemy:
-Gumę 1-1,5cm szeroką 
-Materiał może być bawełna frota ja użyłam poliester wodoodporny (łatwo wyczyścić, a wiadomo podczas przewijania różnie bywa )
-miarka
-nożyczki
-dużo szpilek
-coś do rysowania


Zaczynamy od wymierzenia przewijaka


Środek naszego przewijaka do pierwszych zgięć



Najlepiej początek miarki włożyć odrobinę pod przewijak i pociągnąć miarką do naszych zgięć z pierwszego mierzenia.



Przenosimy na papier nasze wymiary u mnie wygląda to tak


Część leżąca ma wymiary 71x 21 moje boki po 25. Sumujemy boki z szerokością leżącą i dodajemy z każdej strony  po 4 cm zrobienie tunelu do gumki. Wychodzi nam 79 szerokość. Teraz do wysokości dodajemy po 1 cm na szwy i mamy 73cm wysokości. Wycinamy prostokąt o tych wymiarach.

Następnie bierzemy się za nasze boki z "rogami"
Stawiamy przewijak na materiale odrysowujemy sobie nasz bok 


Gdy już odłożymy przewijak kontur powiększamy o 1 cm. Po powiększeniu dodajemy 4 cm na dole dla podwinięci materiału by powstał tunel dla gumki.
Powstaje nam:





No to teraz czas dla cierpliwych!
Mierzymy środek naszej krawędzi prostokąta (szerszy bok) i środek naszego konturu z rogami.


Układamy materiał tak  by miejsce między rogami łączyło się z krawędzią materiału


 Spinamy od środka do boków, prawą do prawej. Delikatnie można przewrócić na drugą stronę i upewnić się że powstało nam to :


Jeśli tak to robimy to samo z drugim końcem i przeszywamy maszyną. Ja szyłam zwykłym prostym ściegiem.
Gdy oba boki są doszyte odmierzamy krawędzie boku na 2 cm podwijamy i jeszcze raz podwijamy o 2 cm.


Powstaje nam tunel na gumkę z zabezpieczoną krawędzią żeby się nie pruła.
Spinamy szpilkami pamiętając o tym by zostawić sobie miejsce na wprowadzenie gumki ja oznaczam to sobie dwoma szpilkami. Wystarczy 1-2 cm. Otwór zostawiamy na boku wysokości (73cm)


Składamy tak wszystkie boki naszego pokrowca i powstaje nam takie urocze coś


No to część pierwsza sprawdzająca cierpliwość skończona. Można brzegi sobie zaprasować przy bawełnie napewno ułatwi sprawę przy poliestrze ja się w prasowanie nie bawiłam.
Teraz zszywamy. Ja szyłam ściegiem prostym elastycznym ponieważ przy gumce będzie nam się wszystko rozciągało wolałam zabezpieczyć w ten sposób szew. Szyjemy jak najbliżej krawędzi


No najgorsze za nami choć wprowadzania gumki też nie lubię. Przez zostawiony otwór wkładamy naszą gumkę do tunelu.


Przeciągamy gumkę, ściągamy tak  by tunel się zmarszczył trzymając gumkę zakładamy na przewijak dopasowujemy sobie długość. Zdejmujemy przeszywamy gumkę zygzakiem lub innym elastycznym ściegiem. Wsuwamy gumkę w otwór i gotowe. Można jeszcze zaszyć otwór ja zostawiłam na wypadek gdyby kiedyś trzeba by było zmienić gumkę. Otwór jest na tyle mały że to nie przeszkadza.

I gotowe:) Powodzenia.

 Mam nadzieje że wszystko dobrze opisałam. Przepraszam za literówki i brak polskich znaków na zdjęciach ale program mi blokował niektóre litery:) W razie pytań proszę pisać chętnie odpowiem.










































czwartek, 10 marca 2016

Psi opiekun

Zastanawialiście się czy warto mieć czworonoga w domu gdy rodzina ma się powiększyć? 
Ja nie. Bez wahania mogę w pełni świadomie powiedzieć że maluch powinien wychowywać się z zwierzakiem. Pamiętam jak sama byłam mała i marzyłam o psie dostałam go w końcu w wieku 7 lat i była wielka radość miłość itp. Ale to nie to samo co posiadać psa zaraz od urodzenia. Może w ciąży nachodziła mnie nie pewność czy to dobry plan mieć czteroletniego psa z pewnymi już nawykami i urodzić dziecko. Jednak teraz wiem że decyzja podjęta kilka lat przed poczęciem była jedną z lepszych. 
Dlaczego?
Bo pies i człowiek naprawdę mogą być najlepszymi przyjaciółmi.
Gdy tylko zamieszkałam z moim przyszłym mężem postanowiliśmy kupić psa. Wybrałam rasę uroczą i delikatną, kochającą dzieci. Nikt tylko nie uprzedzał że spaniele mają nierówno pod sufitem, mimo to kochamy naszą psinkę.
Jednak gdzieś w połowie ciąży słyszałam że powinnam ją komuś oddać bo przy małym dziecku to nie powinno się mieć psa.  Tylko jak tu oddać przywiązaną do człowieka 4 letnią suczkę. Naciski i tak były, że alergia, sierść itp. Jednak uparłam się i pies został. Fakt bałam się trochę że zaatakuje małego z zazdrości ale nic takiego się nie stało. Od samego początku pokochała go na swój sposób. Spała mu pod kołyską, kładła się na podłodze obok maty, reagowała na każdy pisk. 
Całe szczęście alergii synek na nią nie ma, a teraz może ona do końca szczęśliwa nie jest. Jednak mój synek kocha ją i nie wyobrażam sobie by jej nie było. Oli pierwsze słowo jakie wypowiedział było bagum pies wabi się Babi, a to jego sposób wymawiania tego imienia. I może bagum psoci jest nieznośna, ale często w ciągu dnia dzięki niej mam chwilę dla siebie bo zamykają się razem w pokoju i bawią. Oli uczy się kochać inne stworzenia, opiekuje się nią, daje jej jeść i może ma niecałe dwa lata jednak teraz już wiem że zostawienie Babi było bardzo dobrą decyzją. 
Więc czy warto mieć psa i wychowywać dziecko razem z pupilem?
Tak.
Może nie porwałabym się na kupienie psa zaraz po narodzinach dziecka po prostu nie dałabym rady z dwoma maluchami sikającymi pod siebie. Jednak jeśli pies jest z rasy opiekuńczej, od początku ma kontakt z dziećmi, a przy narodzinach nowego członka rodziny zachowa się pewną rezerwę. Wtedy dziecko i pies wytworzą nierozerwalną więź, a rodzic może czasem odpocząć.


Obserwujcie bloga i czekajcie zbliża się test rowerka biegowego! Zapraszam.

czwartek, 25 lutego 2016

Pożegnanie ze smoczkiem

Nastały u nas ciężkie dni. Wczoraj zabrałam synkowi pana "d" no i mam...
Gdy jeszcze byłam w ciąży pogłębiałam informacje na temat dzieci ich wychowania i między innymi odebrania smoczka. Ileż to się naczytałam w tym temacie. Mamy wpadały na przeróżne pomysły. Mi najbardziej odpowiadało podarowanie smoczka młodszemu rodzeństwu, rezygnacja dziecka lub też wysłanie w niebo balonikiem z helem. Koniec końców opcja młodszego rodzeństwa w grę nie wchodziła bo nie posiada. Własna rezygnacja hym może i by się udało gdyby nie to że w pewnym momencie Oli na lekki grymas dostawał smoka efekt chłopak się od niego uzależnił. Zostało wysłanie balonikiem. Uważałam że każdy inny sposób jest po prostu wredny lub niebezpieczny. Jak się naczytałam o podcinaniu smoczka, wkładaniu w kwasek cytrynowy,ocet itp. pomysły aż mnie ciarki przeszły. Nikogo nie neguję każdy robi jak uważa ja jednak chciałam być kochaną mama która dzień pożegnania wybierze z dzieckiem zrobi to uroczo by nie było to koszmarem a czymś pięknym efekt? A no taki że nic z tego nie wyszło. Postanowiłam że gdy zrobi się ciepło pójdziemy po balonik i papa smoczku. Niestety zmęczona ciągłym zrzędzeniem rodziny że Oli ma dalej smoczka, że krzywię mu zęby i różne tego typu uwagi wykańczały mnie psychicznie. Co jest też ciekawe w pewnej książce czytałam że francuskie dzieci nawet do 4 lat chodzą ze smoczkiem i co im zęby się nie krzywią?. Ale to już zostawiam waszym przemyśleniom. Wykończona uwagami, stresem związanym z naciskami niektórych osób zabrałam pana "d" w najmniej humanitarny sposób jaki się dało. O jaka zła jestem na siebie jednak jeśli powiedziało się "a" trzeba powiedzieć "b".
I tak Oli wczoraj stracił smoczka po którymś jego wybuchu złości i trzecim z rzędu rzuceniu we mnie dydkiem powiedziałam dość. Mimo wcześniejszych uwag uważał że to najlepszy sposób na sprzeciwienie się mojej decyzji. Wzięłam wiec smoczek powiedziałam papa i wyrzuciłam (ogólnie mam schowany na pamiątkę lecz syn o tym nie wie). Jaki mamy tego efekt? 
Smoka oddać nie mogę bo już powiedziałam że wyrzuciłam. Wieczorem było ciężko z położeniem w końcu jednak zasnął. Za to wstał o 6 z płaczem że chce dydka serce mi pęka gdy biedny tak płacze ale wiem że ulegając on postawi na swoim i dopiero będzie. I tak od rana z częstotliwością co godzina syn pyta gdzie dydek zaczyna płakać uspokaja się bawi i znów. Teraz nawet spał i po godzinie wstał... normalnie wstaje po trzech. 
Wyrzuty sumienia mam niebotyczne, mąż z rana do pracy uciekł bo wytrzymać nie mógł, a ja biedna muszę być silna za nas dwoje. 
I teraz wiem że decyzja podjęta we wczorajszej złości była najgorszą. Przynajmniej rodzina będzie zadowolona że dyd znikł. 
Ale czy warte to było łez?  Na pewno nie.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Jaglane pyszności

 Kasza jaglana na słodko 8+

Am am am.
I tak od 11 słyszę od mojego synka, który jeszcze niedawno jadł drugie śniadanie. W końcu zabieram się za obiad i co się okazuje kurczak zjadliwy tylko dla psa. Chwila paniki co tu ugotować!
I przypomniałam sobie o szybkim i smacznym obiadku/deserku/kolacji/drugim śniadaniu 
kto kiedy woli. Ja potrzebowałam szybki obiad i tak też wykorzystałam to danie. 
Zapach cynamonu roznosił się po całej kuchni aż sama zgłodniałam. Polecam wasze dzieci na pewno pokochają!


Składniki:

Pół woreczka kaszy jaglanej (Mój łakomczuch chętnie wsunął by więcej)
Jogurt naturalny
cynamon
brązowy cukier/miód

Przygotowanie:
Zgotować wodę wsypać kaszę gotować jak na opakowaniu u mnie 15min. Do miski /blendera przełożyć jogurt naturalny wsypać płaską łyżeczkę cukru i 1/4 łyżeczki cynamonu. Dokładnie wymieszać. Ugotowaną kaszę przecedzić zalać sosem jogurtowym dokładnie wymieszać wystudzić jeśli za gorące. Podawać.

Gwarantuję że zasmakuje waszym pociechom. Mój syn nawet zdjęcia nie dał mi zrobić :)
Polecałam nałożyć do miseczki trudniej ostudzić ale dziecku łatwiej zjeść.Oli musiał trochę się pogimnastykować:)

 Smacznego!

piątek, 12 lutego 2016

Chorobowo.

O zgrozo! W końcu i nas dopadło przeziębienie,a może trzy dniówka.
 Jedno na pewno wiem nie mogę patrzeć na mojego synka gdy jest chory. Wczorajsze 38.8 wprawiło mnie w panikę po chwili namysłu dałam lek na zbicie temperatury i stan się poprawił. 
Jednak synek pół dnia przeleżał tak tak przeleżał!
Jakie to dziwne zjawisko dla mnie było. Pierwszy raz w życiu mój synuś leżał więcej niż było to konieczne (sen) miewaliśmy zapalenia gardła, płuc i oskrzeli, a mimo to Oli biegał i się bawił. Jaki smutny widok mnie wczoraj dopadł. Wszystko bym zrobiła dla małego. Pozwoliłam mu chodzić ze smoczkiem, przykrywałam, przynosiłam wodę tuliłam gdy zapłakał spełniałam każdą zachciankę i wtedy nagle mnie olśniło. Co ja robię? Przecież on to potem wykorzysta mały spryciarz! Przypomniałam sobie tekst, który gdzieś przeczytałam będąc w ciąży. Było w nim że matka traci rozum i rozsądne myślenie podczas choroby dziecka. Ma poczucie że jeśli mu nie pomoże, nie spełni zachcianki to dziecko bardziej się pochoruje. I tak też było ze mną jak mucha do lepu leciałam na każde piśnięcie. No i mam! Dziś już jest lepiej temperatura zbita, Oli chętny do zabawy ale sprytnie wykorzystuje warunki wczorajszego dnia. Smoczka oddać nie chce, najchętniej byłby noszony na rękach, chce żeby mu śpiewać tulić ach. Czemu się w porę nie opamiętałam?
Drogie mamy pamiętajcie choroba dziecka to nie powód by na wszystko pozwalać, a czym dziecko starsze tym sprytniejsze. Potem wszystko odwróci się przeciwko wam. Więc zanim włączycie bajki, podacie jedzenie do łóżka, rozpieścicie i będziecie na każde zawołanie przemyślcie to dwa razy!

sobota, 6 lutego 2016

"La" gulasz 12m+

Dziś coś pysznego dla małych łakomczuchów. Gulasz z kurczakiem i kukurydzą:) przepis jest 12m+ gdyż kukurydza z puszki oczywiście jeśli uda nam się zakupić świeżą kukurydzę danie można podawać wcześniej. Kocham ten przepis za szybkość i łatwość robienia oraz fakt że każdemu smakuje:)

Składniki:

500 g kurczaka
puszka kukurydzy
mrożona marchewka z groszkiem
przecier pomidorowy
liść laurowy
dwa ziarnka ziela angielskiego
majeranek
papryka słodka
oliwa z oliwek
ryż/ziemniaki/kasza

opcjonalnie:

pieprz i sól
czosnek

Przygotowanie:

Kurczaka kroimy w drobną kostkę, posypujemy 2 łyżkami słodkiej papryki wlewamy łyżkę oliwy z oliwek mieszamy aż kurczak oblepi się na czerwono. Rozgrzewamy patelnie/garnek z nieprzywierającą powłoką. Wykładamy kurczaka obsmażamy z każdej strony tak by się "zamkną". Zalewamy wodą około półtorej szklanki. Zagotowujemy wrzucamy marchewkę z groszkiem, kukurydzę, liść laurowy ziele angielskie, garstkę roztartego majeranku, rozgnieciony ząbek czosnku (pokrojone w kostkę ziemniaki - opcja) gotujemy około 15 min tak by warzywa zrobiły się miękkie. Dodajemy połowę kartonika z przecierem pomidorowym - około 100 g,  dolewamy wody jeśli danie jest za gęste. I gotujemy jeszcze 5 minut.

Podajemy:

My najbardziej lubimy wersję z ryżem wtedy punkt z ziemniakami omijamy, z kaszą białą też jest pyszne komu co w duszy gra.
Nakładamy dziecku,  resztę doprawiamy do smaku i obiad dla całej rodziny gotowy:)


Smacznego!


czwartek, 4 lutego 2016

Tłusty nietłusty:)

Pączusie na małe brzusie:)

I o to przyszedł tłusty czwartek więc postanowiłam upiec pączki z moim małym pomocnikiem. Przepis nie jest trudny to też chciałam by Oli mi pomógł i z początku dzielnie przekładał serek homogenizowany do miseczki aż w końcu odkrył że to się da zjeść i tyle było z pomocnika;) 


Co by nie było pączusie wyszły pyszne:) Zostałam zmuszona do zastąpienia drobnego cukru(którego nie posiadałam) na cukier puder, a zapomniałam że to bardzo słodkie no ale trudno jak rozpusta to rozpusta! 
Więc drogie mamy jeśli chcecie uczcić tłusty czwartek z maluszkiem, a w kuchni nie jesteście boginiami to gwarantuję że te pączki zawsze wychodzą, są pyszne i co najważniejsze domowe! 



Podałabym przepis ale jest on zapożyczony z bloga Moje Wypieki dlatego też odsyłam was do linku 
http://www.mojewypieki.com/przepis/paczki-na-serku-homogenizowanym
Smacznego! 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Basen

Drogie mamy zastanawiałyście się może czy zapisać swoje dziecko na basen? 
Bo ja miałam takie przemyślenia i wiecie co skoczyłam na głęboką wodę i zapisałam mojego synka.
Było to w październiku wiem wiem mamy luty, a ja tu o październiku. Jednak temat pojawia się dopiero teraz ponieważ jestem pewna że było WARTO!
Moim zdaniem zajęcia na basenie dla dzieci mają same plusy! Nie licząc jednego minusa kosztów
 ale w przeliczeniu czy to naprawdę tak dużo?
Mój synek w wakacje na widok każdego zbiornika wodnego nie ważne czy basenu,jeziora,rzeki wpadał w histerię. Nie dawał się postawić w wodzie co było dla nas szokiem ponieważ uwielbiał kąpiele w wannie. I wtedy mnie olśniło może spróbować i zapisać go na zajęcia, może inne dzieci sprawią że nie będzie się bał. I tak zapisałam go na zajęcia koszt spory bo 300zł ale w sumie jest to 10 zajęć wychodzi 30 zł za jedne zajęcia mamy w tym 30 min zajęć z instruktorem, 30 min zabawy
 w brodziku/basenie i nieograniczony czas na ubranie się, wysuszenie itp. 
Nasze pierwsze zajęcia były troszkę hym komiczne. Synek po dłuższych namowach zgodził się zostawić smoczek w szafce jednak jego ukochana przytulanka musiała iść z nami. I tak wraz
 z synkiem uczył się też pływać miś:) Jednak nie było żadnego płaczu! Posiadanie własnych klapek kąpielówek (oraz miś który z nami chodzi wszędzie) dodały synkowi odwagi i całe zajęcia bez marudzenia dzielnie spędził. 
Na następnych zajęciach miś został na brzegu, a synek sam chciał wejść do brodzika. Na którego widok jeszcze niedawno płakał i kazał się brać na ręce. 
Kolejne zajęcia miś w szafce. Jaka byłam dumna z mojego synka.
I tak mijały nam zajęcia. W końcu karnet się skończył i mimo iż w planach miałam odbyć tylko
 te 10 zajęć i skończyć to na zajęcia chodzimy dalej.
W każdy czwartek gdy tylko zaczynam się szykować do wyjścia synek biega po mieszkaniu 
i krzyczy: trzy trzy! Tak zapamiętał basen (na trzy polewamy główki wodą)
Gdy tylko wchodzimy do budynku uśmiech nie schodzi mu z buzi, leci do brodzika wygłupia się siada, skacze kładzie nic się nie boi i kto by pomyślał że w pół roku tak to się wszystko odmieni!
Teraz już sam nurkuje, czasem popłynie pod wodą, potrafi wyjść na brzeg basenu oraz wskoczyć do wody. 
I wiem jedno osoby które mówiły mi po co te zajęcia, wykup zwykły karnet przekona się do wody  
  i inne tego typu rady myliły się. W życiu nie osiągnęłabym sama u mojego syna takich umiejętności, a no i sama też na tym troszkę skorzystałam ;)
Więc jakie zalety ma basen?
  • Dodaje odwagi w stosunku do wody
  • Dodaje pewności siebie
  • Dzieci uczą się liczyć, rozróżniać kolory, zwierzątka
  • Maluch nie wpada w panikę gdy przypadkiem się zanurzy
  • Rozładowanie energii
  • I co w przypadku mojego syna jest super zwiększa odporność! 
Więc drogie mamy jeśli zastanawiacie się nad zapisaniem waszego malucha na basen to ja wam powiem nie traćcie czasu zapiszcie go i zobaczcie ile to daje frajdy:) 

czwartek, 28 stycznia 2016

Fartuszek-worek

No to pierwszy tutek. Mam nadzieję że będzie czytelny i zrozumiały zdjęcia niestety słabej jakości szyć mogę tylko po nocach;) Na pierwszy ogień idzie fartuszek worek co to takiego, a no znalazłam na interenecie stare zdjęcie pani która w oto właśnie taki fartuszek zbierała owoce i zaraz przypomniała mi się moja kochana siostra która idzie do ogródka po warzywa i w jednej ręce trzyma fartuszek drugą wkłada i podtrzymuje zebrane skarby. Pomyślałam, a co tam uszy jej. I tak oto ze wsparciem pewnej miłej Pani z pewnej grupy na fb stowrzyłam wykrój pomysł jak to zszyć i oto jest:) Pewnie uszyje taki i sobie do zbierania zabawek po domu:) Model unowocześniłam o kieszenie wiadomo idąc do ogródka trzeba mieć gdzie włożyć telefon, klucze itp. A o to efekt




Potrzebujemy:

Tkaninę 0,6 metra (baza fartuszka)
Dwa kwadraty 15x15 oraz pas szerokości 10 cm (może być więcej) długości minimum 60cm (polecam dłuższy sama muszę sobie dosztukować 80 cm powinno być ok)
Sznurek 1,5 metra
Dwa stopery
maszyna do szycia, igły, nici, centymetr, szpilki, dwie kartki A3 (do narysowania wykroju) taśma klejąca, żelazko.

Rysujemy wykrój.

Mój ma długość 55 cm. Szerokość (wykrój jest na złożoną tkaninę) w najszerszym miejscu 29 cm, w tali 18cm, u dołu 21cm. Rysujemy kształt fartuszka pamiętając by był w miarę okrągły.
Składamy materiał  na pół odrysowujemy nasz wykrój wycinamy dwa razy.
Teraz nasze kieszenie. Krok można pominąć ale ja uważam że są przydatne.
Kwadraty o wymiarach 15x15 cm przeszywamy na maszynie górną krawędź kieszeni.
Zdjęcie pokazuje kieszeń z prawej i lewej strony.
Teraz układamy kieszenie na materiale który ma być przednią stroną naszego fartuszka. Krawędzie boczne i dolne podwijamy! i przypinamy szpilkami.
Ważne nie przyszyjcie górnej krawędzi z rozmachu:)
Teraz gdy kieszenie przyszyte wracamy do całości. Obie strony fartuszka kładziemy prawą do prawej i spinamy szpilkami pamiętając by zostawić sobie miejsce na sznurek. Ja zapomniałam i nacinałam materiał:)
Jest to 11 cm od górnej krawędzi. W tym miejscu poprostu nie przeszywamy tkaniny na długości 1-1,5cm. Boki i dół fartuszka zszywamy. Górę fartuszka (zaznaczoną żółtymi szpilami) zostawiamy nie zszytą tędy obrócimy nasz uszytek.

Wyjmujemy szpilki odwracamy na prawą stronę i prasujemy. Przygotowujemy pasek.
Materiał o szerokości 10 cm składamy prawą do prawej i zszywamy brzegi.

Przewracamy na prawą stronę zaprasowujemy by pas był równo złożony.
Teraz zabawa ze sznurkami kto zostawił dziurki ten ma dobrze kto gapa ten nacina materiał z tyłu fartuszka. Sznurek przecinamy na dwie równe połowy. Połowę składamy na pół przekładamy przez dziurkę i blokujemy stoperem.

 Teraz łapiemy sznurek od środka fartuszka i podpinamy do jego brzegu. Na samym dole zaznaczamy gdzie sznurek się kończy ponieważ początek szwu musi przejść po sznurku. Teraz przeszywamy maszyną fartuszek wzdłuż sznurków tworząc tunel ( jestem gapa i nie mam zdjęcia ze szpilkami) ważne by szew tunelu przeszył złożoną końcówkę sznurka. I nie zaczepił o sznurek w trakcie szycia tunelu trzeba uważać żeby się nic nie przesunęło.
Tunel kończymy 1cm nad wyjściem sznurka. I gotowe.
Teraz tylko pas.
Znajdujemy środek fartuszka i pasa i wsuwamy brzeg fartuszka w pas. Zawijamy do środka brzegi paska  około 0,5 cm spinamy wszystko szpilkami przeszywamy. ( ja pierw brzegi paska podwinęłam sobie oddzielnie potem spięłam z fartuszkiem nadmiar szpilek wyjęłam.

Gdy już wszystko pięknie zszyte prasujemy i wkładamy:)
Mam nadzieję że tutek jest zrozumiały. PS to jest o wiele łatwiejsze niż wygląda. Poniżej zdjęcia gotowego fartuszka.






piątek, 8 stycznia 2016

Wielki powrót!

Witam!
Wpis ten całkowicie będzie bo tak:) Chciałam przeprosić za moją nieobecność ostatnimi czasy. Od ostatniego wpisu mineło prawie trzy miesiące moja wina przyznaję się. Spowodowane było to faktem iż Mój Kochany Mąż sprezentował mi nową maszynę do szycia i odkryłam wielką miłość szycie. Tak więc ostatnie trzy miesiące spędziłam przeszukując strony z tkaninami, tutkami, a wieczorami siedząc i szyjąc przez co dla was nie miałam czasu mam nadzieję że mi to wybaczycie. I teraz tak sobie myślę jestem początkującą szwaczką uczę się na własnych błędach, ale chciałabym czasem podzielić się z wami moimi uszytkami łącząc w ten sposób moją nową miłość szycie z dotychczasową formą bloga:) Co wy na to?

wtorek, 20 października 2015

Przysmak Shreka

Warzywny przemytnik z cielęciną 12+ 

 (można podawać wcześniej jeśli dziecko jest przyzwyczajone do "rosołu" z mięsa)

Nasz synek w sumie jeszcze Shreka nie oglądał. Danie zaś nie ma nic wspólnego ze ślimakami czy też błotem. Za to jest sprytnym sposobem przemycania warzyw dziecku które właśnie ząbkuje i mimo posiadania już swoich ulubionych smaków ząbki sprawiają że nie chce jeść. I taki ot mam problem z synem ma półtora roku i nagle za sprawą trójek jego ulubiony jogurt to złowieszcza papka, a kaszka na kolacje to wstrętne białe coś. Nie ryzykując braku obiadu postanowiłam trochę po przemycać. Efekt synek właśnie śpi najedzony i zadowolony, a ja szczęśliwa że wszamał różne warzywa.

Składniki:
60 g cielęciny
2 łyżki mrożonego groszku
4 kostki dyni (około 3x3 cm)
2 różdżki brokuła
pół woreczka kaszy jaglanej
tymianek
łyżeczka oliwy z oliwek
łyżeczka masła

Warzywa poglądowo w zależności od tego co wasz szkrab najbardziej lubi, aby smak było bardzo czuć u nas Oli uwielbia brokuł i groszek dlatego tego dodajemy najwięcej.

Przygotowanie:
Wstawiamy wodę w dwóch garnuszkach zagotowujemy do pierwszego wrzucamy cielęcinę czekamy aż zmieni kolor na jasno szary wrzucamy warzywa gotujemy 5 min. Po tym czasie wsypujemy tymianek i oliwę z oliwek. Do drugiego garnuszka wsypujemy kaszę jaglaną i gotujemy wszystko 15 min. Odcedzamy kaszę na sitku przesypujemy na talerzyk by zaczęła nam lekko stygnąć. Do blendera wrzucamy ugotowaną dynię i część groszku wlewamy trzy łyżki "rosołu" i wkładamy łyżeczkę masła blendujemy. Powstały sos wylewamy na kaszę jaglaną mieszamy. Wyławiamy brokuł rozdrabniamy widelcem wysypujemy na kaszę, wyjmujemy resztę groszku i też kładziemy na kaszę. Cielęcinę miękką kroimy w kostkę wykładamy na kaszę z warzywami wszystko mieszamy aż stanie się zielone, a cielęcina ukryje i nasączy sosem.

I gotowe podajemy maluchowi.

U nas ze względu na groszek i brokuł wszystko zniknęło bez marudzenia:) 

piątek, 25 września 2015

Śliniakowo Fartuszkowo

Jak wczoraj obiecałam dziś trochę o śliniakach niby nic, a jednak coś. W sumie śliniaki z początku dostawałam lub kupowałam bo ładne dopiero potem okazało się że wybór powinien zależeć od przydatności a nie koloru. I tak mam dość sporo śliniaków w sumie wszystkie używam przeważnie dlatego że do póki nie zabraknie mi czystych biorę ciągle nowe. Ocenę zacznę od moich ulubionych kończąc na śliniaku na którym bardzo się zawiodłam, a był kupowany rozważnie i po większym przemyśleniu. Zaczynajmy więc

Bobobaby z rękawami


Mój ulubiony niestety Oli już się w niego nie mieści rękawy są za krótkie i obciskają mu roczki więc śliniak do roku maks chyba że wasz bąbelek jest malutki.

Cena:

W sumie nie przeraża zapłaciłam za niego 10 zł ale zaznaczam było to na promocji normalnie kosztuje 15zł zaopatrzyłam się w dwa.

Funkcjonalność wygląd:

Śliniak przyjemy dla oka, kolory wesołe zachęcające dziecko. Posiada rękawy co jest dużym plusem przynajmniej mamy dokładnie zabezpieczone ubranie zwłaszcza gdy maluch sam próbuje jeść. Nie wiem jak Mój syn to robi ale zawsze ma łokcie w posiłku więc tu rękawy sprawdzały się super.
Z jednej strony jest frota z aplikacjami ( jak widać na zdjęciu powyżej). Jest przyjemna w dotyku i co najważniejsze łatwo ją zaprać.

Z tyłu jak widać jest ceratka co zabezpiecza dziecko przed przesiąknięciem fartuszka za co ogromny plus. Nie ma nic gorszego jak plamy z barszczu czerwonego bo śliniak przecieka.


Zapięcie rzep. Rozwiązanie super, łatwo się zapina odpina rzep mocno trzyma. Na naszym fartuszku jak widać tkanina lekko poszarpana rzepem to dlatego że musiałam małemu na początku go trochę ciaśniej zapiąć ale też rzepem tym łatwo zaczepić więc śliniak nie będzie ciągle idealnie wyglądał.

Nasza ocena to 5.

Nigdy na niego nie narzekałam szkoda że już wyrośliśmy.

Nasz numer dwa tej samej firmy

Bobobaby z kieszonką



Cena:

W sklepach stacjonarnych około 8zł mi udało się kupić za 5,60zł od razu zabezpieczyłam się w dwa bo wiedziałam że firma mnie nie zawiedzie.

Funkcjonalność wygląd:

Śliniak super się sprawdza jest dla dzieci powyżej roku jak to daje do zrozumienia producent na opakowaniu. Z obu stron jest to ceratka. Dlatego też śliniak nie przecieka i łatwo go zmyć pod bieżącą wodą lub chusteczką nawilżoną. Kieszonka to super rozwiązanie zwłaszcza dla starszych maluszków które próbują jeść same co nie trafi do buzi ląduje w kieszeni nie na kolankach. Śliniak jest bardzo cieniutki po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca. Materiał z którego jest wykonany jest bardzo delikatny i miły w dotyku nie sztywny. Co jest ważne by razem z dzieckiem współgrał. Jest na tyle szeroki przy szyjce że mimo iż Mój syn ciągle kręci głową w poszukiwaniu psa lub coś opowiada i pokazuje ramiona zostają czyste co się ceni nie wszystkie śliniaki potrafią ochronić ubranie na ramionach. Zapięcie na rzep więc maluch jest w stanie po posiłku sam sobie go odpiąć. Rzep dobrze trzyma jak na tą firmę przystało. Śliniak można zakupić w kilku wzorek dla chłopców jak i dla dziewczynek, aczkolwiek wydaje mi się że ich kolorystyka odpowiada i jednym i drugim ważne że są urocze rysunki.

Nasza ocena 5

Śliniak super szkoda że nie ma rękawów, ale nie można mieć wszystkiego

Canpol babies z kieszonką.


Cena:

Kupowaliśmy w sklepie stacjonarnym 11zł. Troszkę wygórowana naszym zdaniem jak na taką jakość

Funkcjonalność wygląd:

Śliniak jak u poprzednika jest ładny, posiada kieszonkę na resztki jedzenia wypadające z buzi. Łatwo się myje nie przecieka. I na tym koniec podobieństw. Śliniak jest zrobiony z dość sztywnej ceraty nie jest za przyjemny w dotyku i po dłuższym użytkowaniu składaniu itp zaczyna być widać jego zużycie. Kolory z marchewki czy też buraka które trzeba się troszkę postarać by domyć. Śliniak jest wiązany co u maluszka leżącego lub siedzącego nie przeszkadza, ale jeśli chodzi o starszaka nie łatwo jest mu go wywiązać gdy na widok pysznego obiadu nie może wysiedzieć. Drugi minus to ramiona niestety nie jest on już tak ruchomy jak poprzednik dlatego często jedzenie ląduje pod nim w "dekolt" lub buźka wyciera się w ramiona. No i dziecko samo go nie zdejmie do mojego syna strasznie denerwuje gdy sam chce po sobie posprzątać i ogarnąć po jedzonku

Nasza ocena 4

Śliniak nawet fajny ale jak na cenę to mógłby być z bardziej elastycznego materiału i producent powinien zastanowić się nad zapięciem

Śliniak F&F przekładany przez głowę.


Cena:

Trudno mi powiedzieć gdyż dostaliśmy go w prezencie około 25 zł jest to dwu pak.

Funkcjonalność wygląd:



Śliniaki są ładne całe materiałowe. Z jednej strony bawełna z drugiej frota jak widać na obrazku wyżej. W sumie nie przeciekają ale są dość krótkie dlatego dziecko jedzące samo na pewno spodnie ubrudzi. Nie kryją ramion co jak już wspominałam to spora wada. Jeśli chodzi o pranie no to niestety trzeba zaprać i poczekać aż wyschnie zimą trzeba mieć kilka żeby starczyło. No i moim zdaniem niby zaleta ale też wada śliniak przekładany przez głowę niby szybko jednak za szybkość się płaci trzeba go pociągnąć do tyłu by zakrywał dekolt. I gwarantowane jest że resztki posiłku podczas zdejmowania zostaną na twarzy dziecka.

Nasza ocena 3

Do ślinienia się czy wypicia wody soczku idealne, do kaszki też się nadaje do do kolorowych zupek bym się zastanowiła

Śliniaki F&F zapinane na nap.


Cena:

19zł trzy pak.

Funkcjonalność i wygląd:

Śliniaki są dość małe dla maluszków idealne. Jednak do jedzenia większych obiadów gdy dziecko samo próbuje już się nie nadają połowa zostanie na ubraniu pod spodem chronią tylko okolice dekoltu. Wygląd i kolorystyka zachęcają dziecko zrobione są z miłej w dotyku tkaniny taka sama z obu stron bawełna z tyłu nie ma nadruku. Pranie jak poprzednio ręcznie lub w pralce no i okres schnięcia.

Zapinane na nap łatwo się zakładają i zdejmują. Mój synek z łatwością zdejmuje go sobie po owocku.

Nasza ocena 3

Dla maluszków do soczku lub ślinienia się super, na początki jedzenia też się nadają jednak na dłużej już nie bardzo, chyba że dajemy owoc w rękę to też się dobrze sprawdzają.

I nasze ostatni miejsce które bardzo mnie zawiodło

Fartuszek Ikea z rękawem i kieszonką



Cena:

W sumie to nawet nie pamiętam. Pakowane po dwa.

Funkcjonalność wygląd:

Wygląda ładnie jest kolorowy. Posiada rękawy co się ceni oraz kieszonkę. Tkanina i tu się zaczyna piszą na tronie że nie przemaka itp. Pierwsza zupa nasza wszystko mokre brudne i fartuszek i body pod spodem mówimy temu stanowcze nie.

Zapięcie rzep ale jak widać na zdjęciu śmieci świetnie zbiera ale nie trzyma. W fartuszku można jeść malować farbami itp. Nie zgodzę się co najwyżej kredki bym dała.

Nasza ocena 1

Szkoda pieniędzy chyba że chcemy ubranie ochronić przed kredkami.